Eurowizja 2021: Forum Fanów Konkursu
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Go down
Poland
Poland
My Number One!
My Number One!
Płeć : Male
Liczba postów : 360
Dołączył/a : 02/05/2017
Wiek : 28
Skąd : Małopolska

Konkurs Piosenki Eurowizji: Historia zespołu Fire Saga (Film Netflixa) Empty Konkurs Piosenki Eurowizji: Historia zespołu Fire Saga (Film Netflixa)

on Pon Maj 18 2020, 13:32
Netflix wyprodukiwał dosyć nietypową komedię. Nietypową bo opowiadać będzie ona o Konkursie Piosenki Eurowizji. Producentem filmu jest Will Ferrell a w obsadzie jest między innymi Demi Lovato czy... jeden z byłych Bondów - Pierce Brosnan: https://eurowizja.org/netflix-film-eurowizja-eurovision-obsada-kto-zagra-produkcja/
Wiadomo że krajem wziętym na warsztat będzie Islandia ale znany jest już aktor grający przedstawiciela Rosji.
Film pojawi się 26 czerwca (pierwotnie miał być od dzisiaj ale z wiadomych względów premierę orzełożono) na Netfliksie jako: Eurovision Song Contest: The Fire Saga (czyli po polsku: Konkurs Piosenki Eurowizji: Historia zespołu Fire Saga) :https://eurowizja.org/posluchaj-pierwszej-piosenki-z-filmu-netflixa-o-eurowizji/
Jest nawet pierwszy utwór z ścieżki dźwiękowej:

Ciekawe czy Polska też będzie mieć swojego "reprezentanta" w tym filmie Szeroki uśmiech
Fenistil
Fenistil
~ We ARE Slavic ~
~ We ARE Slavic ~
Płeć : Male
Liczba postów : 829
Dołączył/a : 26/02/2017
Wiek : 25
Skąd : Kraków

Konkurs Piosenki Eurowizji: Historia zespołu Fire Saga (Film Netflixa) Empty Re: Konkurs Piosenki Eurowizji: Historia zespołu Fire Saga (Film Netflixa)

on Nie Cze 28 2020, 00:35
Film miał wczoraj swoją premierę. I jakie macie wrażenia?

Jeśli o mnie chodzi, to uważam go za dość słaby, ale z odrobiną uroku. Myślę, że fanom Eurowizji powinno się spodobać, choć najbardziej ciekawi mnie odbiór wśród pozostałych ludzi. Czy bez znajomości tej całej otoczki ten film może komuś z nich w ogóle przypaść do gustu?

Zacznę może od największego minusu filmu, czyli płytkiej i sztampowej fabuły. Ja wiem, że to ma być parodia, a od nich często nie oczekuje się żadnych fajerwerków fabularnych, ale jednak jest to kolejna wśród tysiący innych produkcja o tym, że jakiś chłopiec do bicia idzie na konkurs/zawody, a tam pomimo bycia tragicznym i tak jakoś sobie radzi i wszyscy go pokochują, a w międzyczasie uczy się radzić ze swoimi problemami. Pod tym kątem nic więcej w tym filmie nie ma. Główne postacie absolutnie mnie nie przekonały. Lars jest trochę w swoim własnym świecie i jego jedyną cechą oprócz bycia ciamajdą jest skrajne zafiksowanie na punkcie swojego marzenia. Natomiast Sigrit jest kreowana na lekką wariatkę, ale poza tym jest po prostu uroczą nieśmiałą dziewczyną, niezręcznie zakochaną w przyjacielu. Wszystko to nieciekawe, wszystko już było.

A jakie plusy? Przede wszystkim trafne wypunktowanie niektórych specyficznych elementów Eurowizji, z nieodłącznym kiczem na czele. Mocno pomaga w tym powstała na potrzeby filmu ścieżka dźwiękowa, która tym kiczem wręcz ocieka. Gdy na scenie wykonywany był "Lion of Love" reprezentanta Rosji (który NIE jest gejem, bo w Rosji nie ma ŻADNYCH gejów), to aż nie mogłem przestać się szczerzyć. Szeroki uśmiech Ktoś tu dobrze odrobił lekcje, bo utwory, które słyszymy, moglibyśmy bez problemu usłyszeć na prawdziwej eurowizyjnej scenie - i to w wielu gatunkach. Jedyne czego mi brakowało, to jakiejś diwy drącej ryja na jednej nucie przez 30 sekund. Wink

W pewnych fragmentach film wyładowany jest bardzo grubą warstwą fan serwisu. Czasem w kadrze pojawi nam się jakaś znana z eurowizyjnego światka postać, czasem zobaczymy jakieś mniej bezpośrednie nawiązanie. Szczególne zagęszczenie nawiązań mamy przy jednej z piosenek (będącej właściwie składanką fragmentów z kilku różnych utworów) wykonywanej przez wielu artystów, w tym głównie przez prawdziwych artystów eurowizyjnych, którzy pojawiają się w filmie na te parę sekund. To wszystko to miłe akcenty, choć niewiele do tego filmu wnoszą, a ich rozłożenie w czasie trwania filmu jest bardzo nierównomierne.

Jest też kilka rzeczy, które fana Eurowizji mogą dość mocno zakłuć w oczy. Pomijam już takie drobnostki jak nieregulaminowa liczba osób na scenie czy brak półfinałów w Söngvakeppnin. Głównego ataku dezorientacji dostarczyły mi sceny z prezentacji wyników półfinałowych, które nie miały za grosz sensu:
1. Głosowanie trwało może z 15 sekund. Wink Otwarcie linii i start wyników dzieją się tuż po sobie w jednej scenie, bez cięcia.
2. Kraje ogłaszają swoje punkty 8-12 na głos i z tablicą wyników, choć to półfinały. I z jakiegoś powodu w półfinale głosują wszystkie 42 uczestniczące kraje.
3. Tabela jest zepsuta. Gdy kraj otrzymuje punkty i leci w górę tabeli, to pozostałe kraje nie przesuwają się w dół. Przykładowo: gdy Łotwa jako pierwszy kraj otrzymuje punkty, to po prostu "przykrywa" Francję z pierwszej pozycji, która zupełnie znika wtedy z tabeli. Natomiast Łotwa wciąż jest też na swoim starym miejscu, przez co występuje wtedy na liście dwa razy. Szeroki uśmiech
4. Inna sprawa z tabelą to niekonsekwencja w wynikach. Islandia dostaje pierwsze punkty, skacząc z 0 na 8 pkt, a gdy za moment dostaje kolejne punkty, to znów wyraźnie widzimy w tabeli 0. A potem jeszcze raz to samo.
5. No właśnie, a skąd w ogóle Francja w półfinale? Szeroki uśmiech Całe Big 5 tam jest, a na liście jest aż 26 państw, więc to wygląda bardziej na finał. Zresztą byłem pewny, że to finał, dopóki nie zaczęli mówić o 10 awansujących krajach.
6. No właśnie... Głosy niby były ogłaszane publicznie, ale potem i tak dostaliśmy scenę z emocjonującym ogłaszaniem wyników końcowych, które z jakiegoś powodu dla wszystkich są niespodzianką.
7. A na koniec i tak awansowały m.in. Czechy i Chorwacja, których nawet nie było w tabeli. A nie, przepraszam... Chorwacji nie było, ale magicznie się na niej pojawiła w momencie otrzymania swoich pierwszych punktów. Wink

Ja wiem, że się czepiam. Rozumiem konieczność pewnych uproszczeń na potrzeby konwencji filmu i może nawet przełknąłbym to wymieszanie cech finału i półfinału, ale nie rozumiem, jak można było tak zmasakrować tę tabelę wyników. Wystarczyło wziąć sobie jakiegoś scorewiza, cokolwiek. A oni powrzucali losowe kraje, dali przy nich losowe cyferki i ładne efekty, ale to wszystko na logikę nie ma za grosz sensu i większość z powyższych faktów zauważyłem nawet oglądając ten film jednym okiem w tle, robiąc w międzyczasie co innego. Zresztą nawet ktoś nieznający Eurowizji pewnie uzna za dziwne, że bohaterka według tabeli nie ma punktów, podczas gdy powinna je już wcześniej mieć. Bo to, że scena kulminacyjna nie ma sensu przez brak nagłośnienia instrumentów na eurowizyjnej scenie, wyłapią już tylko ci, którzy wiedzą o takich sprawach.

No dobra, to by było na tyle. Ostatnie, o czym jeszcze warto napisać, to humor - wszak film reklamuje się jako parodia, więc powinno to być jego mocną stroną. I jest z tym różnie: jest wiele momentów, które z założenia raczej miały być śmieszne, a nie były, ale było też kilka takich, które szczerze mnie rozbawiły. Szczególnie wybija się dla mnie pod tym względem wątek Katiany. Uśmiech No i główny złol jest tak przerysowany i ma tak absurdalne motywy działania, że jego historia też mi sprawiła nieco przyjemności.

Tak czy inaczej na swój sposób się cieszę z powstania tego filmu, bo za mało mamy Eurowizji w tego typu produkcjach. Może doczekamy się w przyszłości także czegoś na poważnie? Ale i tak jest dobrze, bo to zawsze jakaś szansa, żeby dotrzeć z Eurowizją do jeszcze szerszego grona odbiorców. I nawet jeśli pomyślą, że to kicz, to przynajmniej jakieś ziarno w ich głowie zostanie zasiane.
Powrót do góry
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach